Piątkowe popołudnie miało w sobie coś z literackiego zatrzymania czasu. W niewielkiej przestrzeni, w której spotkaliśmy się ze Zbigniewem Masternakiem, rozmowa szybko zeszła na książki – te napisane, te przeczytane i te dopiero pomyślane. Atmosfera była swobodna, trochę jak w dawnej czytelni albo w domu znajomego, gdzie słowa płyną bez pośpiechu, a kolejne wątki pojawiają się naturalnie, jeden z drugiego.
Masternak opowiadał o swoich historiach z charakterystyczną dla siebie energią i szczerością. Mówił o bohaterach, którzy często rodzą się z prawdziwych miejsc i ludzi – z pamięci dzieciństwa, młodości, z krajobrazów małych miejscowości i codziennych sytuacji, które dla pisarza potrafią stać się początkiem opowieści. W jego słowach było widać ogromną uważność na szczegóły: na gesty, język, sposób mówienia ludzi spotkanych po drodze.
Wspominał też, jak literatura potrafi ocalić fragmenty świata, które w codziennym biegu łatwo giną – zapachy, drobne sceny, dialogi zasłyszane kiedyś na ulicy czy w szkolnym korytarzu. Czasem wystarczy jedno zdanie, jedno wspomnienie, by z pozoru zwykła historia nabrała głębi i stała się częścią większej opowieści. Tak rodzą się książki – z pamięci, z obserwacji, z rozmów i spotkań.
Podczas tego popołudnia nie brakowało również literackich wspomnień, pytań o drogę pisarską i refleksji o tym, czym dziś jest czytanie i pisanie. Rozmowa toczyła się spokojnie, momentami z nutą nostalgii, ale też z dużą dawką humoru i anegdot. Było to spotkanie, które przypomniało, że literatura nie istnieje tylko na kartkach książek – żyje przede wszystkim w rozmowie, w spotkaniach i w dzieleniu się doświadczeniami.
Serdecznie dziękujemy Zbigniewowi Masternakowi za to inspirujące piątkowe popołudnie – za opowieści, za otwartość i za czas spędzony z nami. Takie spotkania zostają w pamięci na długo i przypominają, jak ważna jest rozmowa o książkach, o historii i o życiu, które często staje się najlepszą inspiracją dla literatury.









