Biuletyn Informacji Publicznej Miejsko Gminnej Biblioteki Publicznej w Busku-Zdroju
Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna w Busku-Zdroju pełni zadania Biblioteki Powiatowej dla Powiatu Buskiego
A A A
Wersja dla niedowidzących
Kategoria

Mężczyzna gra na gitarze a w tle na ekranie zdjęcie miasta nocą

3 grudnia 2025 roku Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna w Busku-Zdroju zamieniła się na kilka godzin w… tawernę literacką. Na scenie – Krzysztof Beśka, człowiek o talencie wielofunkcyjnym: pisarz, muzyk, żeglarz wyobraźni, a chwilami nawet sternik widowni, której przybyło tyle, że brakowało tylko ratownika z gwizdkiem, by utrzymać porządek.

Gdy autor wchodzi, nawet regały prostują grzbiety

Spotkanie zaczęło się od powitania, ale szybko wyszło na jaw, że Beśka nie przyjechał tylko mówić. On przyjechał przeżyć to publicznie. Opowiadał o swoich książkach z taką pasją, jakby każda powstała przy świetle księżyca i kubku czarnej kawy trzymanym jednocześnie ręką i klawiszem backspace. Wspominał nie tylko kryminały – choć tu publiczność raz po raz ocierała pot z czoła, bo stres potrafi udzielić się nawet przy czytaniu o trupach, a co dopiero przy słuchaniu ich autora.

Autor zdradził kulisy procesu twórczego. Podobno pomysły wpadają mu do głowy w najmniej spodziewanych momentach: w autobusie, pod prysznicem i – jak żartował – czasem nawet w trakcie pisania. „Nigdy nie wiadomo, czy to jeszcze plan powieści, czy już chaos z deadline’em” – przyznał z rozbrajającą szczerością.

A potem w ruch poszła gitara

Kiedy goście myśleli, że następny będzie fragment powieści, Beśka chwycił za gitarę. I zamiast trupów były… szanty. Publiczność kiwała się niczym statek na wzburzonym morzu, a kilka osób nawet nuciło pod nosem, licząc na to, że szlachetna kakofonia roztopi zimowy wieczór.

Biblioteka, która na co dzień pachnie papierem, tego dnia pachniała przygodą. Między półkami z literaturą piękną unosił się duch żeglarskiego rumu (wyłącznie metaforycznego), a przy stoliku z nowościami podobno ktoś wypatrywał mew.

Finał z bisami – bo w Busku brawa kończą się wolno

Po szantach wróciły rozmowy o powieściach, bohaterach, wątpliwościach, kasowaniu całych rozdziałów i walce autora z systemem edytora tekstu. Publiczność słuchała jak pasażerowie okrętu, którzy wiedzą, że kapitan doprowadzi ich do portu – choć po drodze może wyrzuci jeszcze kogoś za burtę… literackiej fabuły.

Na koniec były pytania – dużo pytań. I odpowiedzi, jeszcze więcej. Autor podpisywał książki cierpliwie, a ze spotkania wychodzono z uśmiechem, z autografami i – jak można było wyczytać z błysku w oku – z gotowością, by zanurzyć się w kolejnej powieści Beśki jak w ocean tajemnic.

Kto nie był – niech żałuje. Kto był – prawdopodobnie nuci szanty do dziś i podejrzliwie spogląda na każdą nową książkę na półce, zastanawiając się, czy przypadkiem nie kryje kolejnego literackiego morderstwa. I to jest właśnie magia tego wieczoru: Busko-Zdrój przeżyło spotkanie, o którym długo się jeszcze będzie plotkować… oczywiście z książką w ręku.